tik tak tik tak i tak mija rok….

Bycie mamą to najlepsze co nas w życiu spotyka to miłość o której dowiadujemy się dopiero gdy nimi zostaniemy… Nigdy nie sądziłam że można kogoś tak kochać puki nie urodziłam syna… Ze można dla kogoś tak zmienić życie całkowicie się poświęcić… Zgodzi się ze mną na pewno każda kobieta która ma dzieci i chodz są na tym świecie kobiety które nie mogą miec dzieci (szczerze im współczuje i modle sie o cud narodzin dla nich ) są i takie które nigdy mamami nie chcą być… szczerze im wspólczuję ze świadomie podejmują taką decyzję i chyba nigdy ich nie zrozumiem….
Mnie ten rok minął szalenie poświeciłam sie w stu procentach domu i dziecku i nie żałuje ani jednej minuty chociaż los nie zawsze był dla mnie laskawy bywały i trudne momenty cieszę się z każdej chwili jestem teraz na etapie ze dziecko wkłada wszystko do buzi wszystkim się interesuje i jest wiecznie w ruchu … to już nie jest dziecko które można zostawić na minute i gdzies pójść choćby do toalety trzeba miec na niego uwagę 100 % czasu….Kamil ostatnio kiedy składałam pranie otworzył sudocrem i grzecznie sie bawiąc wysmarował podłogę i komodę… wczesniej otworzył szuflade w kuchni i wysypał całą mąkę… mimo ze i przy jednej i przy drugiej sytuacji znajdowałam sie w tym samym pomieszczeniu :P Mój dom przeorganizował się na to że jest w nim dziecko… codziennie uczę się na nowo jak postępować by było bezpiecznie… ostatnio wyczytałam ze przeciętna kobieta posiadająca dziecko ma w ciągu dnia dla siebie 26 minut w czym bierze prysznic i je obiad :) to chyba szczera prawda ale takie zycie wcale nie jest męczące radość którą dziecko daje nam codzienie i miłość wynagradza wszystko i wcale nie oznacza to ze młoda mama to niezadbana zle ubrana babka bo przy odrobinie organizacji wiele mozna zrobic razem…

NARODZINY czyli strach ma wielkie oczy

Od samego rana dziwnie bolał mnie brzuch… o 19 źle się czułam więc poszłam się wykąpać ponieważ chciałam iść spać… Położyłam sie do łóżka i poczułam jak mały bardzo mocno mnie kopną i poczułam takie dziwne plum wstałam i wtedy chlup ogromna ilość wód na podłodze… krzyknęłam tylko do Pawła że się zaczęło i zaczęłam się ubierać chociaż nie było to łatwe bo wody leciały ze mnie ciurkiem… Cały czas sie zastanawiałam że wszędzie piszą że wód jest tylko ok 2 litry a ze mnie leciało i leciało… Do szpitala dotarliśmy szybko na dole zbadał mnie lekarz i skierował na blok porodowy… Rodziłam w szpitalu na Polnej w Poznaniu i nie będę za wiele pisała o swoim porodzie bo było bardzo dużo komplikacji powiem tylko tyle, że nie polecam tego szpitala nikomu i nie chodzi mi tutaj o samą porodówkę bardziej o opiekę po porodową a raczej o brak takiej opieki bo na oddziałe III nie ma jej w ogóle… a co do samej porodówki… tam jest położna Hanna bardzo młoda najlepsza osoba która tam się znalazła  szczerze ją polecam, nie wiem czy można ją wynająć prywatnie do porodu ale jeśli tak to na prawdę warto …jedyne co mogę mieć za złe tym z porodówki  to to że gdziekolwiek nie idę teraz z dzieckiem do lekarza a to do kardiologa a to do ortopedy to wszędzie słyszę, a bo wie pani bo to był bardzo ciężki poród… i ok ja zniosę wszystko naprawdę wszystko, ale okazuje się że moje dziecko też przy porodzie ucierpiało a wcale nie musiało gdyby tylko ktoś wpadł na ten genialny pomysł że mały jest duży i źle ułożony i niestety nie jestem w stanie go urodzić sama (dopiero lekarz który się zmienił to zauważył) to może nie spędzilibyśmy z Kamilem pierwszego miesiąca życia w przychodniach tylko w domku… w każdym razie po 17 godzinach urodziłam naturalnie za pomocą vacum… Kamil ważył 4030 gram i mierzył 56 cm urodził się 4 dni po spodziewanym terminie   i co chciałam tutaj zaznaczyć  po urodzeniu nie wszystkie dzieci płaczą od  razu… piszę o tym, ponieważ ja się bardzo wystraszyłam, że Kamil nie płacze ale położna szybko uspokoiła mnie że nie wszystkie dzieci płaczą a wcale nikt go nie uderzył w pośladki żeby zaczął płakać (tak jak wyczytałam o tym w wielu czasopismach dla przyszłych mam)… Po porodzie przychodzi błogostan czyli stan w który zapominamy o bólu i możemy „rodzić następne dziecko” :P oczywiście do puki ten stan trwa :P …. Od tego momentu zaczyna się nowy etap w życiu taki który przewrócił moje dotychczasowe do góry nogami :D ale o tym w późniejszych wpisach puki co jeśli ktoś ma jakieś pytania z miłą chęcią odpowiem

CIĄŻA czyli jak tu sie dokulać…

Początek ciąży… nudności, wymioty, bóle podbrzusza… Ginekolog przepisała Duphaston później luteinę. Do pracy chodziłam normalnie, nie chciałam zwolnienia ale uważałam na siebie bardzo mocno… wiedziałam, że pierwsze miesiące są najważniejsze… Brzuszek pojawił się dość szybko… Do momentu pojawienia się ruchów dziecka zdawałam sobie sprawę, że jestem w ciąży, ale dopiero kiedy moje maleństwo zaczęło się ruszać poczułam to na prawdę… Dziecko rosło jak na drożdżach mój brzuch również… Wszyscy zastanawiali się  jak ja będę wyglądać na końcu ciąży skoro tak szybko mam taki duży brzuch… Starałam się nie robić z siebie jakiejś księżniczki z powodu tego, że jestem w ciąży… Pracowałam tak samo jak wcześniej chodziłam na basen jeździłam na rowerze (chociaż bardzo dużo osób to neguje ja nie widzę w tym nic złego) pomagałam w wykończeniu mieszkania które kupiliśmy i czułam się świetnie… Najlepsze miesiące ciąży dla mnie to  4,5,6,7 miesiąc później jest już trochę ciężej, ale ja nie należę do osób które narzekają więc „kulałam się” dalej… Upał mi trochę doskwierał i z tego powodu strasznie puchłam.. Przez większą część ciąży zmagałam się z anemią i cukrzyca ciążową… Na początku bardzo przerażało mnie kłucie się igłami do badania cukru… Pierwszy dzień kuł mnie Paweł i to on wykonywał za mnie badanie z czasem jednak i do tego przywykłam …  W 8 miesiącu ciąży zaczęłam mieć huśtawki nastrojów potrafiłam śmiać się i płakać w jednym momencie… Krzyczeć a za chwilę mięć poczucie winy że tylko chodzę i się wydzieram…. w 9 miesiącu dzidzia zaczęła nas straszyć zdarzało się że skurcze miałam nawet po 3 godziny i nawet takie które bolały zawsze pomagał prysznic i nospa…na końcu to sie już nawet  śmiałam, że jak sie zacznie akcja porodowa to nie będzie jakiegoś strachu w końcu już tyle razy się zaczynała :P Przez całą ciążę przytyłam 9 kg ale to dlatego ze na początku mocno schudłam i długo dochodziłam do wagi wyjściowej…. Ogólnie urósł mi tylko ogromny brzuch taka szpiczasta kulka, reszta  ciała wyglądała nawet szczuplej niż przed ciąża… twarz gładka włosy lśniące… Lekarz zapowiadał poród wcześniej więc torba była spakowana, łóżeczko gotowe, a ja liczyłam dni do finiszu, ale pomimo wszelkich oznak mojej dzidzi się na świat nie śpieszyło w końcu u mamy najlepiej…

DWIE KRESKI czyli radśoć strach i łzy…

Moment w którym dowiadujemy się o ciąży wydaje się być cudownym dniem w życiu każdej kobiety…niestety w moim przypadku nie do końca tak było….radość zmieniała się w strach, ogromny strach…

Mieliśmy plany aby dziecko urodziło się w styczniu ale wszyscy mówili że bardzo długo starali się o dziecko, że to nie jest tak, że od razu nam się uda więc stwierdziliśmy, że zaczniemy wcześniej no bo i tak nam się nie uda tak szybko.  Test ciążowy wykonaliśmy dzień po spodziewanej się miesiączki jedna gruba krecha a po chwili bardzo słabo widoczna druga… Test powtórzony w dniu następnym dał już widoczny widok pozytywny…

Pierwsza reakcja radość i łzy… nie mogliśmy uwierzyć, że nam się tak szybko udało… Druga strach ogromny strach czy dam sobie radę, jak z porodem, przecież to podobno tak boli… Nie mogłam przestać o tym myśleć… Z jednej strony bardzo chciałam mieć dziecko, ale z drugiej czułam się zupełnie nie gotowa…. w jednej minucie ten straszny lęk co jak nie dam sobie rady, w drugiej sama siebie uspokajałam, bo przecież nie mogłam się denerwować, bo pierwsze chwile w brzuszku są dla dzidzi najważniejsze…

W połowie lutego 2013 roku moja ginekolog potwierdziła ciążę… Pamiętam jej słowa do dziś: jest bardzo malutki jak na ten tydzień ale jest serduszko  więc się nie przejmuj puki co staraj się nie stresować i przyjdź za 2 tygodnie… Po dwóch tygodniach usłyszeliśmy bicie serduszka i zobaczyliśmy maleńką dzidzię to wtedy właściwie dotarło do mnie tak naprawdę, że jestem w ciąży a zdjęcie  z usg oglądałam chyba milion razy :)

Paweł i Ania czyli dwie połówki jabłka bez których nie byli byśmy tutaj…

o nas krótko i zwięźle poznaliśmy się 9 lat temu… Zanim zdecydowaliśmy się na dziecko mieszkaliśmy ze sobą 3 lata to były na prawdę trudne 3 lata… wiele wzlotów i upadków… Na dziecko na prawdę ciężko się zdecydować zawsze jest jakaś wymówka: dziecko to obowiązek, nie mamy tyle pieniędzy, jesteśmy za młodzi… aż w końcu przychodzi ten moment kiedy zdajemy sobie sprawę, że to już ten czas i nagle te wszystkie przeciw nie maja już znaczenia… Oboje zgodnie uznaliśmy, że chcemy mieć dziecko (Paweł chciał zostać tatą przed 30 ja bardzo mocno chciałam zostać już mamą )… No i zaczęliśmy starania rzucenie palenia, witaminki i po jakimś czasie koniec z zabezpieczeniami jak to się mówi hulaj dusza piekła nie ma :P czyli najprzyjemniejsza praca jaką mamy do wykonania :D

Złe dobrego początki czyli zaczynamy pisać…

Mój synek ma na imię Kamil ma dokładnie 5 miesięcy i 21 dni to mój 8 cud świata… Nie miałam pojęcia że można kogoś tak bardzo kochać i że dziecko potrafi wywrócić nasze życie do góry nogami…..

W moim blogu  zamierzam pisać o codzienności o tym co dzieje się w moim życiu na co dzień…o tym czego uczę się każdego dnia a jako młoda mama muszę zmierzyć się naprawdę z wieloma wyzwaniami… Codziennie uczymy się z synem siebie nawzajem….  Mam nadzieje ze i wam spodoba się trochę moje życie…

Dlaczego zaczynam pisać ??? Uwielbiam czytać blogi innych mam więc dlaczego nie zacząć pisać swojego bloga… Mam nadzieje że niektórzy z was się ze mną utożsamią a niektórym pomoże on wkroczyć w ten trudny ale jak że przyjemny okres  w życiu jakim jest macierzyństwo :))